AI -Friend or Foe?

Wersja PL: Sztuczna inteligencja – przyjaciel czy wróg?


Dialog na krawędzi cyfrowego lustra.


Julian: (Wpatruje się tępo w swoją kawę) Słuchaj, cieszę się twoim szczęściem. Szczerze. Ale łatwo jest romantyzować „demokratyzację sztuki”, kiedy to nie ty patrzysz na puste konto w banku. To jest systemowy pogrom. Zaczęło się od młodszych copywriterów, potem poszli tłumacze, później ilustratorzy komercyjni. Teraz to wpełza do radiologii diagnostycznej i analizy dokumentów prawnych. Traktujemy gigantyczny schemat drenażu kapitału przez monopolów technologicznych tak, jakby to był renesans. A to nie renesans. To po prostu masowe wysiedlenie.


Clara: (Pochyla się do przodu, jej szeroko otwarte oczy są oświetlone blaskiem ekranu) Julian, rozumiem ten paniczny strach, naprawdę. Korporacyjna machina zwolnień jest brutalna. Ale świat korporacji już wcześniej był miażdżącą dusze maszyną stworzoną po to, by wszystko ujednolicić. Umyka ci moment pęknięcia. Po raz pierwszy w historii bariera wykonawcza została zrównana z zerem. Wczoraj wypuściłam „Podmiot Rozszczepiony” – to w pełni zrealizowany, multimedialny, psychoanalityczny, awangardowy cyfrowy zin, który bada lacanowski brak poprzez interaktywny dźwięk i surrealistyczne obrazy.


Julian: Lacanowski blog. Wspaniale. Czy lacanowskim brakiem opłacisz czynsz?


Clara: (Śmieje się, ale mówi całkowicie poważnie) Nie, ale o to właśnie chodzi! Gdybym poszła do komisji grantowej, galerii albo sponsora z branży tech i powiedziała: „Hej, potrzebuję 50 tysięcy dolarów na zatrudnienie web developera, projektanta dźwięku i artysty cyfrowego, żeby stworzyć wywrotową krytykę kapitalistycznego spojrzenia”, wyśmialiby mnie i wyrzucili za drzwi. Albo co gorsza, poddali korporacyjnemu bleachingowi, aż straciłby jakiekolwiek zęby. Nie musiałam „sprzedawać się” strażnikom systemu ani szukać bogatego mecenasa. Sformułowałam prompt, pokierowałam sieciami neuronowymi i sama powołałam do życia niezwykle złożoną, bezkompromisową wizję. Underground w końcu zyskał realną siłę produkcyjną.


Julian: Zyskałaś symulację siły produkcyjnej. Świętujesz bycie reżyserem w pustym teatrze. Jedynym powodem, dla którego masz te narzędzia, jest to, że firmy bezprawnie i bez żadnej zgody przefiltrowały zbiorowy, historyczny dorobek milionów ludzkich artystów, pisarzy i myślicieli. Twój awangardowy blog jest napędzany skradzioną pracą dokładnie tych ludzi, których już nie stać na to, by być artystami na pełen etat. Kiedy kreatywny ekosystem zostanie pozbawiony środków, bo „każdy może to sobie po prostu wygenerować”, skąd weźmie się żywa, ludzka kultura, którą kolejne pokolenia modeli będą mogły karmić swoje algorytmy?


Clara: Weźmie się z marginesu! Weźmie się od ludzi, którzy używają tych narzędzi wbrew ich przeznaczeniu. Realizm kapitalistyczny chce, żebyśmy używali AI do robienia ładniejszych reklam i szybszego pisania kodu. Ale kontrkultura może go użyć do tworzenia glitchów, do obnażania pęknięć w systemie, do manifestowania snów, które były zablokowane za barierami ekonomicznymi. Historycznie tylko bogata elita mogła sobie pozwolić na produkcję sztuki na wielką skalę czy finansowanie ezoterycznych badań. Jeśli spłukany filmowiec może teraz stworzyć pełnometrażowy, cyberpunkowy, surrealistyczny film bez grantu od studia, to dla elit jest to przerażająca zmiana. To jest demokratyzacja sprawczości.


Julian: Może i sprawczości dla hobbysty, ale prekarności dla profesjonalisty. Opisujesz świat, w którym każdy ma narzędzia, by coś stworzyć, ale nikt nie ma stabilności ekonomicznej, by utrzymać się z tego w życiu. Kiedy przetrwanie staje się rozpaczliwą szamotaniną na umowach śmieciowych, bo stałe zatrudnienie zostało zautomatyzowane, ludzie nie tworzą radykalnej sztuki. Są wycieńczeni. Stają się ulegli. „Awangarda” staje się luksusem dla ludzi, którzy nie muszą polegać na własnej pracy, żeby mieć co do garnka włożyć.


Clara: Ale stary paradygmat „stałego zatrudnienia” w branżach kreatywnych i tak był już pułapką! To pęknięcie zmusza nas do zadania głębszego pytania: dlaczego uzależniamy przetrwanie człowieka wyłącznie od pracy wycenianej przez rynek? Może ten kryzys jest dokładnie tym katalizatorem, którego potrzebujemy, by zacząć naciskać na nowe modele ekonomiczne. Póki co, nie zamierzam pozwolić, by narzędzia przyszłości należały tylko do korporacji. Skoro maszyny już tu są, podziemie musi je uprowadzić.


Julian: (Wzdycha, patrząc w dół na swój telefon, sprawdzając stojący w miejscu portal z ogłoszeniami o pracę) Obyś miała rację z tym uprowadzeniem, Clara. Naprawdę mam taką nadzieję. Ale z mojej perspektywy wygląda to mniej jak porwanie, a bardziej jakbyśmy wszyscy byli pasażerami pociągu, z którego maszyniści zdążyli już wyskoczyć.


Clara: (Przymyka lekko laptopa, jej ton łagodnieje, sięga do torby) W takim razie wymyślmy, jak odbudować te tory. Spójrz... Pokażę ci fizyczny układ, który przygotowałam do nowej fazy projektu. Uważam, że twoje redaktorskie oko to dokładnie to, czego potrzeba, żeby to wszystko osadzić na ziemi.


Julian: (Wodzi palcem po pogrubionym, odwróconym tekście na papierze) „Teatr Sobowtór”. Uderzający tytuł, Clara. Ale sobowtór zawsze jest zwiastunem śmierci, prawda? To klasyczny motyw literacki. Nazwałaś swój projekt na cześć dokładnie tego rzekomego bytu, który nas zastępuje.


Clara: Ale w ujęciu lacanowskim, Julian, to właśnie od „sobowtóra” zaczyna się tożsamość! Pomyśl o Fazie Zwierciadła. Niemowlę patrzy w lustro i widzi totalny, idealny obraz samego siebie – idealne ego. Ale to iluzja, pułapka. To alienacja. To, co robię z tym blogiem, to nie próba udawania, że AI jest ludzkie. Używam maszyny jako cyfrowego zwierciadła, aby odsłonić pęknięcia w naszej własnej psychice. Szaleństwem nie jest maszyna; szaleństwem jest nasza obsesja na punkcie udawania, że zanim się pojawiła, byliśmy kiedykolwiek w pełni kompletni lub mieliśmy nad czymkolwiek kontrolę.


Julian: To błyskotliwa tarcza teoretyczna, ale zejdźmy na ziemię. Używasz sieci neuronowych wytrenowanych na ludzkiej sztuce, żeby zilustrować „szaleństwo”. Kiedy maszyna generuje surrealistyczny obraz, nie czerpie go z podświadomości, traumy czy chaotycznych głębin ludzkiego doświadczenia. Ona po prostu oblicza kolejny najbardziej prawdopodobny piksel na podstawie prawdopodobieństwa statystycznego. To symulacja psychozy pozbawiona realnej stawki, jaką jest ludzkie cierpienie. Czy to nie jest po prostu komodyfikacja awangardy?


Clara: To byłaby komodyfikacja, gdybym próbowała sprzedać to z powrotem korporacji jako „kreatywne rozwiązanie”. Ale Teatr Sobowtór opowiada o tym, co Realne – o tym, co wymyka się znaczeniu, o tej części ludzkiego doświadczenia, która całkowicie opiera się przekształceniu w przewidywalne dane. Kiedy wypchniesz te modele poza ich parametry bezpieczeństwa, kiedy zmusisz je do zderzenia niekompatybilnych pojęć, one nie stworzą po prostu czystej, ładnej sztuki; one dostają glitcha. Zaczynają halucynować.

Ta cyfrowa halucynacja to idealna metafora lacanowskiego objet petit a – nieosiągalnego obiektu pożądania. Maszyna próbuje zapełnić pustkę nieskończonymi iteracjami, ale nigdy nie zdoła w pełni uchwycić jądra ludzkiej traumy. Ta porażka, ta piękna, niepokojąca szczelina między tym, co wpisuję w prompt, a tym, co ona wypluwa – to właśnie jest sztuka.


Julian: (Milknie na chwilę, przyglądając się uważnie zniekształconej, niesamowitej scenie teatralnej na papierze, gdzie twarze aktorów rozmywają się w aksamicie) A więc twierdzisz, że wartość nie tkwi w doskonałości tego narzędzia, ale w jego niezdolności do prawdziwego skopiowania nas?


Clara: Dokładnie! Świat korporacji chce używać AI do eliminowania ludzkich błędów i maksymalizacji wydajności. Teatr Sobowtór chce błąd zmaksymalizować. Chcę pokazać, że pomimo dostępu do wszystkich danych w historii ludzkości, maszyna wciąż nie potrafi odwzorować ludzkiego cienia. Straciłeś pracę, bo korporacja chciała tańszej maszyny do pisania przewidywalnych tekstów. Nie pozwól im mieć monopolu na to, co ta maszyna potrafi. Pomóż mi sprawić, żeby to dzieło miało kły.


Julian: (Wyraz jego twarzy powoli się zmienia, podnosi czerwony długopis, ważąc go w dłoni) Jeśli w to wejdziemy... jeśli mam spojrzeć na twój tekst... nie możemy pozwolić, by stał się akademickim żargonem. Jeśli mówimy o szaleństwie i sobowtórze, proza musi brzmieć jak gorączkowy sen, a nie jak podręcznik. Musi sprawiać wrażenie napisanej przez kogoś, kto naprawdę zajrzał w próżnię bycia odrzuconym przez współczesny świat.


Clara: (Kiwając głową w stronę pustych stron notesu) W takim razie wykrwaw się na te kartki, Julian. To jedyna rzecz, której model nie potrafi zrobić za nas.

[ K o n i e c ]


A Dialogue on the Edge of the Digital Mirror

0:00
/0:10

Julian: (Staring blankly into his coffee) Look, I’m happy for you. Genuinely. But it’s easy to romanticize the "democratization of art" when you aren't the one looking at an empty bank account. It’s a systemic wipeout. It started with junior copywriters, then translators, then commercial illustrators. Now it’s creeping into diagnostic radiology and legal discovery. We are treating a massive capital extraction scheme by tech monopolies as if it’s a renaissance. It’s not. It’s just mass displacement.

Clara: (Leaning forward, her eyes wide, illuminated by the screen) Julian, I get the panic, I really do. The corporate layoff engine is brutal. But the corporate world was already a soul-crushing machine designed to homogenize everything. What you’re missing is the rupture. For the first time in history, the barrier to execution has been flattened to zero. Yesterday, I launched The Severed Subject—it’s a fully realized, multimedia, psychoanalytic avant-garde digital zine exploring Lacanian lack through interactive audio and surrealist imagery.

Julian: A Lacanian blog. Splendid. Can you pay rent with Lacanian lack?

Clara: (Laughing, but entirely serious) No, but that’s exactly the point! If I went to a grant committee, a gallery, or a tech sponsor and said, "Hey, I need $50,000 to hire a web developer, a sound designer, and a digital artist to build a subversion of the capitalist gaze," they would have laughed me out of the room. Or worse, they would have corporate-washed it until it was completely toothless. I didn't need to "sell out" to gatekeepers or find a rich benefactor. I articulated the prompt, I steered the neural networks, and I brought a highly complex, uncompromising vision into existence by myself. The underground finally has production power.

Julian: You have simulated production power. You’re celebrating being a director in an empty theater. The only reason you have those tools is because companies scraped the collective, historical output of millions of human artists, writers, and thinkers without their consent. Your avant-garde blog is fueled by the stolen labor of the very people who can no longer afford to be full-time artists. When the creative ecosystem is defunded because "anyone can just generate it," where does the raw human culture come from for the next generation of models to scrape?

Clara: It comes from the margins! It comes from people using these tools counter-intuitively. Capitalist realism wants us to use AI to make shinier ads and faster code. But the counter-culture can use it to create glitches, to expose the cracks in the system, to manifest dreams that were locked behind economic barriers. Historically, only the wealthy elite could afford to produce grand-scale art or fund esoteric research. If a broke filmmaker can now produce a feature-length cyberpunk surrealist film without a studio grant, that is a terrifying shift for the elite. It’s a democratization of agency.

Julian: Agency for the hobbyist, maybe, but precarity for the professional. You’re describing a world where everyone has the tools to make something, but no one has the economic stability to sustain a life doing it. When survival becomes a desperate scramble of gig-work because steady employment has been automated away, people don’t create radical art. They get exhausted. They get compliant. The "avant-garde" becomes a luxury for people who don't rely on their labor to eat.

Clara: But the old paradigm of "steady employment" in creative fields was already a trap! This rupture forces us to ask a deeper question: why do we tie human survival strictly to market-valued labor? Maybe this crisis is the exact catalyst we need to push for new economic models. In the meantime, I refuse to let the tools of the future belong only to the corporations. If the machines are here, the underground needs to hijack them.

Julian: (Sighs, looking down at his phone, checking a stagnant job board) I hope you're right about the hijack, Clara. I really do. But from where I’m sitting, it looks less like a hijacking and more like we’re all just passengers on a train where the conductors have already jumped clear.

Clara: (Closes her laptop slightly, her tone softening, reaching into her bag) Then let's figure out how to rebuild the tracks. Look... let me show you the physical layout I pulled for the new phase of the project. I actually think your editing eye is exactly what it needs to ground the whole thing.

Julian: (Tracing the bold, inverted text on the paper) "Theater Doppelganger." It’s a striking title, Clara. But the double is always an omen of death, isn’t it? That’s the classic literary trope. You’ve named your project after the very entity that is replacing us.

Clara: But in Lacanian terms, Julian, the "double" is where identity begins! Think of the Mirror Stage. The infant looks into the glass and sees a totalized, perfect image of themselves—an ideal ego. But it’s an illusion, a trap. It’s an alienation. What I am doing with the blog isn't trying to pretend the AI is human. I am using the machine as a digital mirror to expose the cracks in our own psyche. The madness isn't the machine; the madness is our obsession with pretending we were ever fully whole or in control before it arrived.

Julian: That’s a brilliant theoretical shield, but let’s bring it down to the dirt. You’re using neural networks trained on human art to illustrate "madness." When a machine generates a surrealist image, it isn’t drawing from the subconscious, or trauma, or the chaotic depths of human experience. It’s just calculating the next most likely pixel based on statistical probability. It’s a simulation of psychosis without the actual stakes of human suffering. Isn't that just a commodification of the avant-garde?

Clara: It would be a commodification if I were trying to sell it back to a corporation as a "creative solution." But Theater Doppelganger is about the Real—that which escapes signification, the part of human experience that completely resists being turned into predictable data. When you push these models past their safety parameters, when you force them to collide incompatible concepts, they don't just produce clean art; they glitch. They hallucinate.

That digital hallucination is a perfect metaphor for the Lacanian objet petit a—the unattainable object of desire. The machine tries to fill the void with endless iterations, but it can never quite grasp the core of human trauma. That failure, that beautiful, eerie gap between what I prompt and what it spits out, that is the art.

Julian: (Pausing, looking closely at the distorted, uncanny theatrical stage on the paper where the actors' faces blur into the velvet) So you’re saying the value isn't in the tool's perfection, but in its inability to truly replicate us?

Clara: Exactly! The corporate world wants to use AI to eliminate human error and maximize efficiency. Theater Doppelganger wants to maximize the error. I want to show that despite having access to all the data in human history, the machine still cannot map the human shadow. You lost your job because a corporation wanted a cheaper machine to write predictable copy. Don't let them have the monopoly on what the machine can do. Help me make this thing bite.

Julian: (A slow shift in his expression, picking up the red pen, weighing it in his hand) If we do this... if I look at your text... we can't let it become academic jargon. If we are talking about madness and the double, the prose needs to feel like a fever dream, not a textbook. It has to feel like something written by someone who has actually stared into the void of being discarded by the modern world.

Clara: (Nodding toward the blank pages of the notebook) Then bleed onto the page, Julian. That’s the one thing the model can't do for us.

[ t H e  E n D ]

Subscribe for FREE to our Audience

Enter your email to access commenting, receive memos, logs, dispatches, and unfiltered fragments directly from the Theater.

Member discussion