ENG Version: La bohème / A bohemian
Bohemians...
People sometimes think it’s about cafés, cigarettes, poetry, and long scarves. But that’s not it at all. Bohemia isn't a stage set. Bohemia is a state of mind. It’s that moment when a person had very little, yet came home in the evening feeling that something important had happened. When you were tired, but not empty. When the future hadn't been calculated yet and divided into installments.
That is why I believe we must return to the past... Not to live in it. Not to pretend that everything used to be better. Because often, it wasn't. Sometimes it was cold. Sometimes it was cramped. Sometimes it was foolish and without money. Sometimes you ate whatever, slept wherever, and believed whoever.
But you have to go back to search along your own timeline for those places where that sudden tremor would appear. That one afternoon. That table. That walk. That notebook filled only halfway. That laughter that no one remembers anymore.
Because maybe something important was left behind right there. Not youth. Not a place. Just a way of being. That strange feeling that life hadn't yet become an obligation. That everything is a bit unfinished, a bit impossible, and yet you feel astonishingly happy.
And that is when Sapojnikova says: "Look for your own bohemias. Not the most beautiful ones. The real ones."
Because a person doesn't long for the old world. A person longs for themselves— the version of them that knew how to find joy in small, unnecessary things back then.
That is why at the Doppelgänger Theatre, one chair is always left empty. Not for a guest. Not for the dead. Only for that former version of yourself who once sat between a gallery of failures and a volume of poetry in their pocket, utterly convinced that everything was still possible.
Bohema…
Ludzie myślą czasem, że to kawiarnia, papierosy, poezja i długie szaliki.
A przecież nie o to chodzi.
Bohema to nie dekoracja.
Bohema to stan.
To ten moment, kiedy człowiek miał mało,
a jednak wracał wieczorem z poczuciem, że wydarzyło się coś ważnego.
Kiedy był zmęczony, ale nie pusty.
Kiedy przyszłość nie była jeszcze policzona i podzielona na raty.
Dlatego uważam, że trzeba wracać do przeszłości...
Nie po to, żeby w niej zamieszkać.
Nie po to, żeby udawać, że kiedyś wszystko było lepsze.
Bo często nie było.
Bywało zimno.
Bywało ciasno.
Bywało głupio i bez pieniędzy.
Czasem człowiek jadł byle co, spał byle gdzie i wierzył byle komu.
Ale trzeba wracać
szukać na własnej linii czasu tych miejsc,
w których nagle pojawiało się to drżenie.
Tego jednego popołudnia.
Tego stołu.
Tego spaceru.
Tego zeszytu zapisanego do połowy.
Tego śmiechu, którego już nikt nie pamięta.
Bo może właśnie tam zostało coś ważnego.
Nie młodość.
Nie miejsce.
Tylko sposób bycia.
To dziwne uczucie, że życie jeszcze nie stało się obowiązkiem.
Że wszystko jest trochę niegotowe, trochę niemożliwe,
a mimo to człowiek czuje się zadziwiająco szczęśliwy.
I wtedy Sapojnikowa mówi:
— Szukajcie swoich bohem.
Nie tych najpiękniejszych.
Tych prawdziwych.
Bo człowiek nie tęskni za dawnym światem.
Człowiek tęskni za sobą,
który umiał wtedy cieszyć się z rzeczy małych i niepotrzebnych.
Dlatego w Teatrze Sobowtór zawsze zostawia się jedno puste krzesło.
Nie dla gościa.
Nie dla zmarłych.
Tylko dla tej dawnej wersji człowieka,
która kiedyś siedziała między galerią porażek i tomikiem w kieszeni
i była przekonana,
że jeszcze wszystko jest możliwe....
Enter your email to access commenting, receive memos, logs, dispatches, and unfiltered fragments directly from the Theater.
Member discussion