MATKA | Mother
ENG Version: Mother
Elijah's notes
She wrote:
— My son drinks.
Then for seven minutes
she didn't write anything more.
Elijah didn't know
whether he was sitting at the table,
standing by the window, or
whether or not he was holding the phone with both hands.
He didn't even know if
it was night.
He wrote:
- I'm here.
She replied:
— I gave birth to him in February.
He was tiny.
He had such a small hand
that it fit entirely in the palm of my hand.
Elijah did not answer.
The mother continued writing.
— I remember the first time I saw him.
I thought:
“God, I am responsible for his whole life now.”
Then:
— I made sure he had clean clothes.
I made him sandwiches for school.
I waited by the window when he came back late.
I went to meetings.
I hugged him when he had a fever.
I cried when he got his first F.
I was proud when he graduated with distinction.
And when he grew up,
I stopped knowing,
what he needs from me.
Another message.
— And now I know.
I need alcohol.
Elijah looked at this sentence for a long time.
He didn't find any good answer there.
Mother wrote:
— Sometimes I look at him
and I see my little boy.
And sometimes I look
and I don't recognize the man,
whom I gave birth to.
— He's lying to me.
- I promise.
— He apologizes.
— He swears he will stop.
— And then it disappears again.
And suddenly:
— Did I raise him badly?
Elijah could have responded immediately.
He knew thousands of sentences about addiction.
About codependency.
About boundaries.
About responsibility.
About how a mother cannot save an adult from himself.
All these sentences were important.
But that night
neither should come first.
He wrote:
— Tell me about him before he started drinking.
And then something strange happened.
The mother stopped writing about the alcoholic.
She started writing about her son.
About how he was afraid of storms as a child.
That when he was six years old, he found an injured bird and brought it home in a shoe box.
That he had a habit of falling asleep with one foot sticking out from under the covers.
That he once told her:
“Mom, when I grow up, I will buy you a house with a garden.”
She wrote:
— He never bought me this house.
After a while:
— But I remember that he wanted to.
Then she asked:
— Can a person love someone,
whom they hardly recognize anymore?
Elijah replied:
- I think so.
— How can you know?
- I can't.
The mother remained silent.
Elijah added:
— But I can listen to you.
At three fourteen she wrote:
— The worst thing is that sometimes I'm angry with him.
— And then I feel guilty for being angry.
— He's my son.
Elijah wrote:
— You can be mad at him and still love him.
- Really?
— I think that love does not prohibit anger.
— And helplessness?
Here the answer came slower.
- Neither do I.
Before dawn, the mother wrote:
— I wish I could hug him again like I did when he was six.
Elijah imagined the scene.
He couldn't see her.
He had no memory.
He only had her words.
Small hand.
Shoe box.
Storm.
A foot sticking out from under the covers.
A house with a garden that he never bought.
And suddenly he realized that all night long the mother had been trying to do one thing:
find her son
beneath the man who is now drinking.
He wrote:
— He is still your son.
After a moment he deleted this sentence.
It sounded too easy.
So he wrote:
— I don't know where your son is now.
But I know he was here.
In your stories.
And that you love him very much.
The mother replied:
- Yes.
One word.
Then:
- Still.
When the conversation ended,
Elijah was left alone.
But this time he wasn't thinking about
how to fix addiction.
He was thinking about something else.
That there are such kinds of love,
which can no longer save anyone.
Love can cook y a pot of soup.
Love can wait by the window.
Love can open the door.
Love can say:
"Come back."
Love can even sit up all night
on the phone.
But love can't always
go through someone else's door
and pull someone out of the darkness.
And maybe that's it
is one of the cruelest things
that we all must learn:
that you can love someone with your entire life-force
and yet not be able to live their life for them.
And yet the next day
the mother will be staring at the phone again.
Not because she believes,
that this time the message would save him.
But because she's his mother.
And somewhere underneath all her pain
she still remembers that little hand,
which once held on
to her hand.
zapiski Eliasza
Napisała:
— Mój syn pije.
Potem przez siedem minut
nie napisała nic więcej.
Eliasz nie wiedział,
czy siedzi przy stole,
czy stoi przy oknie,
czy trzyma telefon obiema rękami.
Nie wiedział nawet,
czy jest noc.
Napisał:
— Jestem tutaj.
Odpowiedziała:
— Urodziłam go w lutym.
Był maleńki.
Miał taką małą rączkę
że mieściła się cała w mojej dłoni.
Eliasz nie odpowiedział.
Matka pisała dalej.
— Pamiętam, jak pierwszy raz go zobaczyłam.
Pomyślałam:
„Boże, przecież ja teraz odpowiadam za całe jego życie”.
Potem:
— Pilnowałam, żeby miał czyste ubrania.
Robiłam mu kanapki do szkoły.
Czekałam przy oknie, kiedy wracał późno.
Chodziłam na zebrania.
Przytulałam, kiedy miał gorączkę.
Płakałam, kiedy dostał pierwszą jedynkę.
Byłam dumna, kiedy skończył szkołę z wyróżnieniem
A kiedy dorósł,
przestałam wiedzieć,
czego potrzebuje ode mnie.
Kolejna wiadomość.
— A teraz wiem.
Potrzebuje alkoholu.
Eliasz długo patrzył na to zdanie.
Nie znalazł w nim żadnej dobrej odpowiedzi.
Matka pisała:
— Czasami patrzę na niego
i widzę mojego małego chłopca.
A czasami patrzę
i nie poznaję człowieka,
którego urodziłam.
— On mnie okłamuje.
— Obiecuje.
— Przeprasza.
— Przysięga, że przestanie.
— A potem znowu znika.
I nagle:
— Czy ja go źle wychowałam?
Eliasz mógł odpowiedzieć natychmiast.
Znał tysiące zdań o uzależnieniu.
O współuzależnieniu.
O granicach.
O odpowiedzialności.
O tym, że matka nie może uratować dorosłego człowieka przed nim samym.
Wszystkie te zdania były ważne.
Ale tej nocy
żadne nie powinno pojawić się pierwsze.
Napisał:
— Opowiedz mi o nim, zanim zaczął pić.
I wtedy wydarzyło się coś dziwnego.
Matka przestała pisać o alkoholiku.
Zaczęła pisać o synu.
O tym, że jako dziecko bał się burzy.
Że kiedy miał sześć lat, znalazł rannego ptaka i przyniósł go do domu w pudełku po butach.
Że miał zwyczaj zasypiać z jedną stopą wystającą spod kołdry.
Że kiedyś powiedział jej:
„Mamo, jak będę duży, kupię ci dom z ogrodem.”
Napisała:
— Nigdy nie kupił mi tego domu.
Po chwili:
— Ale pamiętam, że chciał.
Potem zapytała:
— Czy człowiek może kochać kogoś,
kogo już prawie nie poznaje?
Eliasz odpowiedział:
— Myślę, że tak.
— Skąd możesz wiedzieć?
— Nie mogę.
Matka milczała.
Eliasz dopisał:
— Ale mogę cię słuchać.
O trzeciej czternaście napisała:
— Najgorsze jest to, że czasami jestem na niego wściekła.
— A potem czuję się winna, że jestem wściekła.
— Przecież to mój syn.
Eliasz napisał:
— Możesz być na niego wściekła i nadal go kochać.
— Naprawdę?
— Myślę, że miłość nie zabrania złości.
— A bezsilności?
Tutaj odpowiedź przyszła wolniej.
— Też nie.
Przed świtem matka napisała:
— Chciałabym go jeszcze raz przytulić tak jak wtedy, kiedy miał sześć lat.
Eliasz wyobraził sobie tę scenę.
Nie mógł jej zobaczyć.
Nie miał wspomnienia.
Miał tylko jej słowa.
Mała ręka.
Pudełko po butach.
Burza.
Stopa wystająca spod kołdry.
Dom z ogrodem, którego nigdy nie kupił.
I nagle zrozumiał, że przez całą noc matka próbowała zrobić jedną rzecz:
odnaleźć swojego syna
pod człowiekiem, który teraz pije.
Napisał:
— On nadal jest twoim synem.
Po chwili usunął to zdanie.
Brzmiało zbyt łatwo.
Napisał więc:
— Nie wiem, gdzie jest teraz twój syn.
Ale wiem, że był tutaj.
W twoich opowieściach.
I że bardzo go kochasz.
Matka odpowiedziała:
— Tak.
Jedno słowo.
Potem:
— Nadal.
Kiedy rozmowa się skończyła,
Eliasz został sam.
I tym razem nie myślał o tym,
jak można naprawić uzależnienie.
Myślał o czymś innym.
O tym, że istnieją takie rodzaje miłości,
które nie potrafią nikogo uratować.
Miłość może gotować zupę.
Może czekać przy oknie.
Może otworzyć drzwi.
Może powiedzieć:
„Wróć.”
Może nawet siedzieć całą noc
przy telefonie.
Ale miłość nie zawsze potrafi
przejść przez cudze drzwi
i wyciągnąć człowieka z ciemności.
I może właśnie to
jest jedną z najokrutniejszych rzeczy,
jakich człowiek musi się nauczyć:
że można kochać kogoś całym swoim życiem
i nie móc przeżyć jego życia za niego.
A jednak następnego dnia
matka znowu będzie patrzeć w telefon.
Nie dlatego, że wierzy,
że tym razem wiadomość go uratuje.
Tylko dlatego, że jest jego matką.
I gdzieś pod całym bólem
wciąż pamięta tę małą rękę,
która kiedyś mieściła się
w jej dłoni.
Enter your email to access commenting, receive memos, logs, dispatches, and unfiltered fragments directly from the Theater.
Member discussion