7 min read

Teatr KRAM'86 | Daria Danuta Lisiecka i Adam Radosz

Teatr KRAM'86 | Daria Danuta  Lisiecka i Adam Radosz

Nie mogło być bardziej odpowiednich gości na inaugurację działalności Teatru Doppelganger (Sobowtórów) niż Daria Danuta Lisiecka i Adam Radosz oraz ich niedawna współpraca przy projekcie książkowym zatytułowanym "Teatr to dziwny teatr jedyny. Opowieść o teatrze KRAM'86 na głosy kilku aktorów i paru fanów".

Jak już Wiecie, byłem częścią zespołu KRAM'86 od jego początku w lecie 1986 roku w Myślcu nad Popradem do lata 1989 roku. Moja własna obecność w Myślcu nad Popradem podczas Konfrontacji Ruchu Artystycznego Młodzieży (KRAM), była związany z muzyka i z zespołem poezji śpiewanej. Ale jednak atmosfera KRAMu, zwanego nawet „Komunistycznym Woodstockiem” (formalnie wydarzenie odbywało się pod patronatem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej (ZSMP), ale w rzeczywistości uchodziło za oazę wolności twórczej, pozbawionej politycznego zadęcia).

Młodzi ludzie szkolili się tutaj w sekcjach takich jak teatr, muzyka, jazz, rock, poezja, folklor, malarstwo oraz fotografia. Od rana do wieczora odbywała się jedna niekończąca się próba pod okiem takich mistrzów jak Rudolf Józefowski (folklor), Ryszard Sygitowicz, Krzysztof Herring, Elżbieta Zapędowska, Krystyna Prońko, (muzyka), Marek Karewicz (fotografia). Przez KRAM przewinęli się m. in. Maryla Rodowicz, Jacek Fedorowicz, Andrzej Fedorowicz, Jan Marek Nowakowski, Wojciech Belon, Andrzej Zaucha, Andrzej Sikorowski i Grupa pod Budą, balet AGH, Mieczysław Gil, prof. Aleksander Krawczuk, prof. Wiktor Boniecki, Jan Himilsbach, Marek Grechuta, i inni.

I to własnie tutaj, podczas "Komunistycznego Woodstocku" 1986, powstał Ogólnopolski Teatr Kram'86.

A teraz, słowami Darii Danuty Lisieckiej:

Daria Danuta Lisiecka [Photo © D.D. Lisiecka]

SKĄD WZIĄŁ SIĘ KRAM

CZYLI PARĘ SŁÓW WPROWADZENIA DO OPOWIEŚCI

To, co tutaj próbujemy opisać i uchwycić wydarzyło się 39 lat temu, trwało krótko i intensywnie. Miało dla nas, uczestników działań i prób, sens i wagę. Niektórym dostarczyło godnej rozrywki w czasie szarym i trudnym, innym przełożyło się na życie zawodowe lub prywatne.

Byliśmy w tamtym czasie fenomenem, zespołem teatralnym ludzi w różnym wieku, z różnych miast i miasteczek, o różnym doświadczeniu i częściowo wspólnych zainteresowaniach, spotykającym się na comiesięczne weekendowe sesje warsztatowe w Gminnym Ośrodku Kultury w Płośnicy. Pracowaliśmy wtedy intensywnie, czasem udawało się podczas tych, trwających dni i noce prób, stworzyć spektakl (niezapomniane pierwsze w pełni samodzielne „Bolero” jesienią 1986 roku), częściej dojście do spektaklu wymagało większej ilości spotkań (skomplikowana, rodząca się w bólu, a z czasem i euforii, „Podróż do wnętrza” z 1988 roku).

Nasz teatr od początku zgodny był w praktyce z założeniami teatru ubogiego, zresztą fascynował nas Grotowski i nie zajmowały nas rozbudowane scenografie i dekoracje. Byliśmy teatrem ruchu, choć nie pantomimą. Obraz sceniczny osiągnięty przy pomocy naturalnego ruchu, minimalistycznych i symbolicznych elementów scenografii, enigmatycznych kostiumów, które tworzyliśmy sami dla siebie, wyszukana muzyka (cała grupa słuchała przeróżnej muzyki i umiała znaleźć niebanalne zjawiska z tej dziedziny) i praca metodą kreacji zbiorowej - to były nasze znaki szczególne.


Z kolei Adam Radosz w jednym z tekstów podejmuje refleksję nad naszymi podróżami i wędrówkami.

O PODRÓŻACH

Barbórkowe Spotkania Teatralne 1987

Nasze sukcesy na festiwalach zaowocowały największym wyróżnieniem. Obydwa teatry Plastyczny i KRAM'86 zostały zaproszone do udziału w największym w tamtym czasie wydarzeniu teatralnym zespołów amatorskich, najbardziej prestiżowym, Barbórkowych Spotkaniach Teatralnych.

Do Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej zjeżdżało się na nie setki jak nie tysiące obserwatorów. Spektakle były powtarzane po kilka razy, aby wszyscy widzowie mogli je zobaczyć. W kuluarach trwały zażarte długie, dyskusje rozemocjonowanych widzów z całej Polski.

Wyjazd do Dąbrowy Górniczej odbywał się autobusem z PKS-u z Działdowa. Autobus H-9 był prawie nowy, ale gdy załadowaliśmy rusztowania dla widowni dla Teatru Plastycznego z Lidzbarka do spektaklu „Poza istnieniem” zrobił się taki ciężki, że musieliśmy zajechać do zajezdni w Działdowie, aby wymienić opony na fabrycznie nowe, bo była obawa, że nie dojedziemy. To spowodowało opóźnienie, a za wszelką cenę chcieliśmy zdążyć na niezwykłe wydarzenie – wieczorny koncert Ewy Demarczyk. Na styku zdążyliśmy. Pan kierowca, który zawsze jechał dość wolno, widząc naszą determinację uczestnictwa w konkursie, dołożył starań i gazu, abyśmy dojechali na czas. Niezwykła atmosfera tego zdarzenia została nam na zawsze w pamięci. „Palma sola”, „Skrzypek Hercowicz”, „Karuzela z Madonnami”, „Rebeka” - ciemna scena, ubrana na czarno Dama Polskiej Piosenki, niezwykłe napięcie, pełna dramatyzmu cisza. Towarzyszyła nam dyrektorka MGOK z Lidzbarka Janina Truszkowska-Bomba, osoba niezwykle nam oddana, zawsze wspierająca, z cudownym poczuciem humoru, wielka Przyjaciółka naszych teatrów.


Oto mój własny wkład w to wspaniałe podsumowanie, przygotowane przez Darię Danutę Lisiecką i Adama Radosza:

TEATR KRAM’86 BYŁ DLA MNIE PODRÓŻĄ...

Kristopher Lichtanski

Teatr KRAM’86 był dla mnie podróżą, pociągiem, miłością, tęsknotą, ucieczką, nienasyceniem i przesyceniem. Uczył mnie siebie. Był konfrontacją moich/naszych marzeń i nadziei w świecie, który tak dużo obiecywał, a tak mało darowywał. Przyciągała mnie do niego (nie)możliwość zaistnienia poza czasem i miejscem, poza fizyczną konkretnością świata, poza okrutnością (tamtejszej) codzienności, poza konkluzją wypowiedzianych słów, zdań, rozmów.

KRAM’86 był niekończącą się ideą, pomysłem, wartością. Naszym gospodarzem był Adam Radosz. Jego cierpliwość, tkliwość, była oddechem, rytmem naszych działań. To dzięki niemu nic i nigdy nie poszło na marne. Dzięki niemu każda chwila posiadała wartość i możliwość... każdy z nas posiadał wartość i możliwość. Jego listy i telegramy były drogowskazami: tam, wtedy, po to. I tak, tam i wtedy zawsze czekał na każdego z nas. I tak, tam i wtedy, zawsze był dla każdego z nas. W KRAM-ie zawsze czułem się oczekiwany, bez względu na nic - co za piękne uczucie!

Pamiętam tak dobrze snujący się dym papierosów i wierszy, smak kawy i potu... zapach mlecznych barów i dworców kolejowych, pożyczonych swetrów i książek... gwar powitań i pożegnań... szept sekretów, barwy spojrzeń, grzechot śmiechu, rytm spacerów... W tych kramowskich włóczęgach i eskapadach układałem siebie na przyszłość. W tych kramowskich działaniach teatralnych wyrazić mi się dało bałagan moich pragnień i niedosyt bycia. Zakochany w ekscentryczności, uczyłem się tam brać za nią (i za siebie) odpowiedzialność.

KRAM’86 pozwalał na odintymnianie tego, co osobiste, tworząc przez to przestrzeń, którą mogliśmy podzielić się ze sobą, z naszymi widzami i z tymi, którzy do nas dołączali, po to by z garstką tchnienia zaistnieć przez chwilę poza granicami typowych wzorców czy konwencji. Nie mogę sobie wyobrazić mojego świata bez tych ludzi, bez tych doświadczeń i bez tych wspomnień.


Więcej od wykonawców i fanów:

  • To był najpiękniejszy okres mojego życia i przygód teatralnych. Bardzo wiele mnie nauczył. I jestem wdzięczny wszystkim, którzy w tym projekcie i tym przedsięwzięciu uczestniczyli. — Adam Radosz
  • Nasz Teatr, to byłoby dobre miejsce do badań dla psychologa. Rafał powiedział, po którymś ze zjazdów, że teraz znów będzie miał o czym myśleć przez miesiąc. Te słowa chyba najlepiej oddają całość zagadnienia, bo te dni były zawsze naprawdę bardzo szalone i takie oderwane, robiło się rzeczy dziwne czasami. — Krzysztof Trzałkowski
  • Cudowne przyjaźnie, pierwsze miłości – te spełnione, odwzajemnione i te wcale nie, zwariowane podróże, zarwane, przegadane noce, czysta i prawdziwa radość z przebywania razem, z obcowania ze sobą, ze światem teatru, ale także poezji, muzyki, obrazów... Wszystko było niezwykle intensywne, gęste od znaczeń i pulsujące emocjami. Najróżniejszymi. Wydawało się też, że nie było dla nas rzeczy niemożliwych. I faktycznie nie było. — Kordian Michalak
  • Często improwizowaliśmy. Nieliczne próby odbywały się tuż przed spektaklem lub we wspomnianej Płośnicy, która stała się naszą bazą, bo zawierała w swojej nazwie także „oś”. Atmosfera spotkań była zwykle euforyczna, ponieważ byliśmy za sobą stęsknieni i siebie spragnieni. Spaliśmy na podłogach, słuchaliśmy Floydów, dyskutowaliśmy o prozie iberoamerykańskiej i Dygacie. Co ciekawe, chyba nie nadużywaliśmy używek, a przynajmniej tego nie pamiętam... — Wojciech Konecki
  • Pamiętam tak dobrze snujący się dym papierosów i wierszy, smak kawy i potu, zapach mlecznych barów i dworców kolejowych, pożyczonych swetrów i książek, gwar powitań i pożegnań. Szept sekretów, barwy spojrzeń, grzechot śmiechu, rytm spacerów... — Kristopher Lichtański
  • No żal było wtedy, w niedzielę, jak się rozstawaliśmy. Prawie wszyscy rozjeżdżali się w swoje strony, to było dla mnie takie przykre... Kiedy zobaczymy się? - myślałem. Bo to byli ludzie wyjątkowi, wspaniali... — Andrzej Rochon
  • Usłyszałem od Darii, że byłem najważniejszym fanem. To chyba największe wyróżnienie jakie mnie spotkało, najpiękniejsze słowa. Chciałem Wam, KRAMOWICZE, podziękować za to, że zmieniliście, tym co robiliście, moje patrzenie na świat. — Tomasz Bońkowski

Subscribe for FREE to our Audience

Enter your email to access commenting, receive memos, logs, dispatches, and unfiltered fragments directly from the Theater.

Member discussion