The Son of John Doe: A One-Person Play in One Act
Wersja PL: Syn pana "N.N.": Monodram w jednym akcie
POSTAĆ:
- DAREK (pod koniec czterdziestki do sześćdziesiątki): Emigrant, były pianista, „widmowy śpioch” (ghost-sleeper). Porusza się między ekstremalnym bezruchem a nagłymi, groteskowymi konwulsjami teatralnymi – przypominającymi aktorów Lupy lub radykalnych wizjonerów Witkacego.
SCENOGRAFIA:
- Przestrzeń liminalna. W głębi sceny, na środku, stoi stary, pionowy upolowany pianino (pianino z usuniętą obudową), tak że surowe struny, młoteczki i drewniany szkielet są całkowicie odsłonięte.
- Obok niego, na małym stoliku, stoi staromodny magnetofon szpulowy lub automatyczna sekretarka.
- Na przedzie sceny pojedyncze drewniane krzesło.
- Podłoga usłana jest starymi, pożółkłymi polskimi i angielskimi gazetami, pustymi paczkami po papierosach i jednym czarnym workiem na śmieci.
- Nad sceną wisi pojedyncza, naga żarówka, która kołysze się lekko, gdy tekst osiąga punkt kulminacyjny.
SCENA 1: BZYCZĄCY METRONOM
(Światła zapalają się. DAREK siedzi na krawędzi sceny, blisko pierwszego rzędu. Wpatruje się w jedną osobę na widowni. Następuje długa, rozdzierająca cisza. Potem cichy dźwięk: odgłos metronomu klikającego w sztywnym tempo giusto).
DAREK (Cicho, niemal konwersacyjnie) To, co do was mówię, nie ma żadnego znaczenia… chyba że, oczywiście, chcielibyście wziąć pod uwagę ten bzyczący dźwięk, który wydobywa się z moich ust.
(Przerywa. Słucha metronomu). W takim przypadku, zlokalizowawszy źródło bzyczenia, musicie pozwolić sobie na poddanie się antycypacji. Waszej własnej. Nie mojej. Ja mam z tym niewiele wspólnego. Ale to wy przypisaliście mi powód do bzyczenia.
(Wstaje. Jego ciało jest sztywne, nieco mechaniczne. Zaczyna chodzić w rytm metronomu). Uhistoryczniliście mnie. Daliście mi początek, genezę, przeciwko której muszę teraz walczyć. Jak szybko dotarliśmy do tego rozstaju dróg… Witaj i żegnaj, wszystko w jednym mgnieniu oka.
(Patrzy na swoje dłonie, rozciągając palce jak pianista przed trudną sonatą). Przepraszam, że zaraz zgubimy się w tłumaczeniu. Muszę bowiem wybierać między wiernością a przejrzystością; między byciem wiernym źródłu z jednej strony, a budowaniem sensu dla was z drugiej. Czy mam przybliżyć się do was, czy przybliżyć was do siebie? Czy przyjmiecie to, co obce?
(Metronom nagle przyspiesza. Darek zaczyna lekko drgać w takt rytmu – krótki, ostry szarpnięcie szyi, potem ramienia). Zauważyłem ostatnio, że w południe ogarnia mnie gorycz. Zwykły, codzienny smutek. Cichy smutek, jak nudne niedzielne popołudnie. O dwudziestej jestem na nią wkurwiony i mnie nosi! (Pędzi do pianina. Nie gra palcami na klawiszach; sięga do wnętrza i gwałtownie szarpie pojedynczą strunę. Brzęczy ona dysonansowo). Gniew mnie niesie! Do kuchni! Na balkon! Krzyczę na horyzont, że w ogóle się nie zmienił! Nie tak to sobie życie, kurwa, planowałem! This is not how I fucking planned my life! These are not the outlooks I expected! Fucking shit!
(Automatyczna sekretarka na stoliku włącza się. Przez szum przebija się nagrany głos).
GŁOS (V.O.) Nowa wiadomość. Otrzymano dzisiaj o 18:45. Przyjedziesz w tym roku do domu w odwiedziny, synu? Wszyscy o ciebie pytają. Daj znać. Tęsknimy za tobą.
(Darek zamiera, jego dłoń wciąż spoczywa na odsłoniętych strunach pianina). DAREK O północy do drzwi puka katatonia. Wpuszczam ją i palimy papierosy… cztery, może pięć – jeden za drugim. W dymie. I cały świat śmierdzi nikotyną.
SCENA 2: LAKANOWSKI DUCH
(Darek przesuwa się na przód sceny. Patrzy w niewidzialne lustro na czwartej ścianie, wpatrując się bezpośrednio w publiczność).
DAREK Ojciec, tato, tatuś… co za lakanowski zbieg okoliczności… jego imię… Imię-Ojca… wciąż unosi się nade mną jak dręczący duch. Martwy ojciec. Martwe mięso. Był nikim i umarł jako nikt – „N.N.” było napisane na jego śmierdzącym, na wpół rozłożonym wielkim palcu u nogi w kostnicy.
(Śmieje się – szorstki, suchy dźwięk, bardzo w stylu Mony Rogers w wykonaniu Diamandy Galás). Mam nadzieję, że do tej pory czujecie do niego taki sam wstręt, jaki ja czułem zawsze. Paradoksalnie, mój ojciec był najbardziej idealny, gdy leżał tam, w trumnie. To był jedyny moment, kiedy mogłem go naprawdę kochać. Tylko przez chwilę, tuż przed tym, jak ogarnął mnie smutek, że nigdy nie powiedziałem mu, jak bardzo nienawidziłem jego flaków.
(Pochyla się do przodu, szepcząc do publiczności). Wierzycie w sekrety zabierane do grobu? Ja wierzę. Nigdy nie znalazłem dla niego odpowiedniego zastępstwa i zamiast tego nienawidzę świata. A najbardziej ze wszystkiego nienawidzę faktu, że kiedy patrzę w lustro...
(Gładzi swoje czoło, naciągając mocno skórę do tyłu). Widzę jego. W moich genach jest z pewnością wystarczająco dużo jego materiału, by zmylić wszystkich starych sąsiadów w moim rodzinnym mieście. Kiedy ostatnio pojechałem w odwiedziny, wszyscy żegnali się na mój widok – jakby widzieli jego ducha. Kto inny by to był? Byli przerażeni. Ja też się boję, kiedy widzę jego twarz, jego oczy, jego łyse czoło gapiące się na mnie z lustra o każdej porze dnia.
I pytam samego siebie… kto umarł tamtego dnia? On czy ja?
SCENA 3: OPERA WAMPIRA
(Światła zmieniają się na zimny, niebieskawy odcień. W oddali echo syreny mgłowej, po którym następuje cichy odgłos padającego deszczu).
DAREK Jak to jest odejść? Zostawiając NIEdokończoną historię w wielkim czarnym worku na śmieci i pożegnalną wiadomość na serwetce schowanej za gzymsem kominka w domu, który teraz jest opuszczony.
(Przeciąga czarny worek na śmieci z głębi sceny na środek. Siada na podłodze obok niego, jak sierota). Nikt już tam nie śni. Oni tylko pamiętają. Jak sieroty, które zobaczą przeszłość za wiele lat. Czy wy śnicie?
Nie. Ale kiedyś śniłem. Śniłem za nich, a oni pamiętali o mnie. Ale teraz tylko pamiętam… jak bezwiekowy wampir, który stracił swoich przyjaciół, kochanków, miasta, kraje w ich naturalnej śmierci. Pamiętam ich, słyszę ich głosy w telefonie, widzę ich twarze na zdjęciach.
(Chwyta się za klatkę piersiową, ciężko oddychając, wykręcając tułów jak w fizycznym bólu). Czuję, jak rozsadzają mi klatkę piersiową, wyciągają ręce z mojego ciała, rozrywając tę samą przyszłość, z którą muszę się jeszcze zmierzyć! Chcą, bym był w nich, chcą, bym wgryzł się w ich szyje, chcą, bym zachował ich na wieczność! Ale nie potrafię!
(Krzyczy piskliwie, prześmiewczo). My baby, my baby! Kapiąca krew! Kapiące mleko! Kapiące z jej piersi! Musi nakarmić swoje dziecko do snu! Musi karmić się wspomnieniami o tym, co mogło być! Aniele, mój aniele!
(Przerywa nagle. Normalny głos). Nieważne. To tylko kolejny telefon.
(Podnosi niewidzialną słuchawkę). Halo? Tak… kto? Ach tak… pamiętam… Co u ciebie? Czym się zajmujesz? Naprawdę? To świetnie! O, jak uroczo! O, u mnie nic tak ekscytującego… wiesz… wszystko to samo… to samo… to samo. Od dwudziestu lat jest tu tak samo, kochanie. Nikt już tu nie śni. Tak, bądźmy w kontakcie…
(Upuszcza niewidzialną słuchawkę. „Spada” ona na podłogę. Cisza).
SCENA 4: EGZAMIN Z SAMOUBICZOWANIA
(Darek wstaje, otrzepuje spodnie. Wyciąga z kieszeni ołówek nr 2. Jego głos staje się głosem klinicznego, korporacyjnego terapeuty – całkowicie pozbawionym emocji).
DAREK Ustaliliśmy, że pana depresja wynika z samobiczowania. Za co się pan teraz biczuje?
(Czyta z niewidzialnej podkładki z klipem) A) Brak doskonałości. B) Niespełnienie oczekiwań innych. C) Trudności w utrzymywaniu pozorów na swój własny temat. D) Wszystkie powyższe.
Proszę dokonać wyboru poprzez zamalowanie odpowiedniego owalu ołówkiem nr 2. Wypełniony formularz prosimy odesłać w załączonej kopercie. Prosimy nie spinać czeku zszywkami.
(Spogląda na publiczność, uśmiecha się przerażającym, plastikowym uśmiechem). Gdybyś wierzył, że jesteś kangurem, skakałbyś wokoło i czułbyś się jak kangur. A teraz wyobraź sobie, co mógłbyś zrobić bez tego samobiczowania! Uwaga: dwutorowa forma empatii jest zastrzeżonym znakiem towarowym korporacji „Pomagamy smutnym ludziom żyć szczęśliwie”.
Z niecierpliwością czekamy na możliwość zaspokojenia państwa potrzeb psychologicznych. Zawsze. Wszędzie.
SCENA 5: TEMPO RUBATO (FINAŁ)
(Darek podchodzi do pianina. Tym razem uderza w klawisze – mocno, głośno, dysonansowym, ciężkim akordem. Zaczyna grać połamaną, opętańczą melodię, po czym nagle przerywa, pozostawiając dźwięk klawiszy w zawieszeniu).
DAREK „Czy ty na mnie patrzysz?” – pyta Henryk w Ślubie Gombrowicza. „Jestem złapany w sieć spojrzeń, w obwód oczu, i wszystko, na co patrzę, patrzy na mnie”. Żyłem swoim życiem w tempo giusto – we właściwym tempie. Odmierzanym przez tykający zegar, jak bomba zegarowa. Poranne autobusy pełne połamanych ludzi. Trzymający torby pełne zobowiązań. Drżąc, grzebali w śmieciach, szukając czegoś, co mogli przez pomyłkę wyrzucić. Czy to wszystko? Czy to wszystko?
(Automatyczna sekretarka klika ponownie).
GŁOS (V.O.) Zapisana wiadomość. Otrzymano 2 kwietnia 1968 roku. Jeśli myślisz, że możesz uciec przed śmiercią, pomyśl jeszcze raz. Zegar zaczyna tykać właśnie teraz. Nie ma więcej wiadomości. Do widzenia.
(Metronom zatrzymuje się. Odgłos deszczu przybiera na sile). DAREK Słyszę połamanych ludzi. Za każdym razem, gdy brzmi syrena mgłowa. W kapliczkach kuchennych okien. Płaczą łzami udręki. Gram na pianinie w cieniu.
(Wyciąga rękę, jakby dotykał czyjejś twarzy). Najdroższa, zanim to przeczytasz, zrzucę część tych ciężarów. Przeżyję część mojego życia, a ty przeżyjesz część swojego. Będę cię trzymał, mocno… w moich myślach… trzy, może cztery sekundy naraz… a potem rozpłyniesz się w prozie drzewa. Twój głos zagłuszony przez hałas ulicy.
Dzisiaj zapiszę nowe zmarszczki, które zauważyłem na twojej twarzy. Retuszuję zdjęcie, zanim znikniesz w sepiowych tonach jesieni w moim umyśle.
Jutro… jutro zacznę nowe życie.
(Siada przy pianinie. Uderza w jeden ostatni, cichy, czysty ton. Wciska pedał przedłużania dźwięku. Ton brzmi, cichnąc powoli aż do całkowitej ciemności).
[BLACKOUT]
CHARACTER:
- DAREK (Late 40s to 60s): An immigrant, a former pianist, a ghost-sleeper. He moves between extreme stillness and sudden, grotesque theatrical contortions—reminiscent of Lupa’s actors or Witkacy's manic visionaries.
SETTING:
- A liminal space. Upstage center stands an old, upright piano, its casing removed so the raw strings, hammers, and wooden skeleton are exposed.
- Next to it, an old-fashioned reel-to-reel tape recorder or an answering machine sits on a small table.
- Downstage, a single wooden chair.
- The floor is scattered with old, yellowed Polish and English newspapers, empty cigarette packs, and a single black garbage bag.
- Above the stage hangs a single, unshaded lightbulb that swings slightly when the text reaches peak agitation.
SCENE 1: THE BUZZING METRONOME
(The lights come up. DAREK is sitting on the edge of the stage, or close to the front row. He stares at a single person in the audience. There is a long, excruciating silence. Then, a faint sound: the sound of a metronome clicking at a rigid tempo giusto.)

DAREK (Quietly, almost conversationally) What I say to you has no meaning… unless, of course, you would want to account for that buzzing noise that is coming out of my mouth.
(He pauses. He listens to the metronome.)
In which case, having located the source of the buzzing, you must allow yourself to be subjected to anticipation. Your own. Not mine. I have little to do with it. But you have assigned me a reason to buzz.
(He stands up. His body is stiff, slightly mechanical. He begins to walk to the rhythm of the metronome.)
You have historicized me. You gave me a beginning, a genesis, against which I now must fight. How quickly did we get to this crossroad… Hello and good-bye, all in one instance.
(He looks at his hands, stretching the fingers out like a pianist before a difficult sonata.)
I am sorry we are about to get lost in translation. For, I must choose between fidelity and transparency; between being truthful to the origin, on one hand, and making sense to you on the other. Do I move myself closer to you or do I move you closer to me? Will you embrace the foreign?
(The metronome speeds up suddenly. Darek begins to twitch slightly to the beat—a short, sharp jerk of the neck, then the shoulder.)
Zauważyłem ostatnio, że w południe ogarnia mnie gorycz. Simple, everyday sorrow. Silent sorrow, like a boring Sunday afternoon. O dwudziestej jestem na nią wkurwiony i mnie nosi! (He rushes to the piano. He does not play it with his fingers; he reaches inside and yanks a single string. It twangs discordantly.)

Anger moves me! Into the kitchen! Onto the balcony! I scream at the horizon for not having changed at all! Nie tak to sobie życie, kurwa, planowałem! This is not how I fucking planned my life! These are not the outlooks I expected! Fucking shit!
(The answering machine on the table clicks on. A static-filled, recorded voice cuts through.)
VOICE (V.O.) New message. Received today at 6:45 PM. Are you coming home to visit this year, son? Everybody is asking after you. Let us know. We miss you.
(Darek freezes, hand still resting on the exposed piano strings.)
DAREK At midnight, catatonic stillness knocks at the door. I let her in and we smoke cigarettes… four, maybe five—one after another. In smoke. And the whole world stinks of nicotine.
SCENE 2: THE LACANIAN GHOST
(Darek moves downstage. He looks into an imaginary mirror on the fourth wall, staring directly at the audience.)

DAREK Ojciec, tato, tatuś… what a Lacanian coincidence… his name… the Name-of-the-Father… still hovers above me like a haunting ghost. Dead dad. Dead meat. He was nobody and he died nobody—John Doe it said on his smelly, half-decomposed, big toe in the morgue.
(He laughs—a harsh, dry sound, very Mona Rogers by Galas).
I hope that by now you are as repulsed by him as I always have been. Ironically, my father was at his most ideal lying there in the coffin. That was the only time I could truly love him. Just for a moment, right before I became overtaken by the sorrow of never having told him how much I hated his guts.
(He leans forward, whispering to the audience).
Do you believe in secrets taken into the grave? I do. I never found a suitable replacement for him and I find myself hating the world instead. And most of all, I hate the fact that when I look in the mirror...
(He strokes his own forehead, pulling the skin back tightly).
I see him. There is certainly enough of his genetic material in me to confuse all the old neighbors in my hometown. Last time I went to visit, they all crossed themselves when I passed by—as if seeing his ghost. Who else could it be? They were frightened. I get frightened, too, when I see his face, his eyes, his bald forehead staring back at me in the mirror at all times of day.
And, I ask myself… who died that day? Him or me?
SCENE 3: THE VAMPIRE’S OPERA
(The lights shift to a cold, bluish hue. The sound of a foghorn echoes in the distance, followed by the faint sound of falling rain.)

DAREK What’s it like to have gone away? Leaving unfinished history in a big black garbage bag and a good-bye note on a napkin stashed behind the mantle in a house now abandoned.
(He drags the black garbage bag from upstage to center stage. He sits on the floor next to it, like an orphan).
No one dreams there anymore. They only remember. Like orphans who will have seen the past many years from now. Do you dream?
No. But I used to. I used to dream for them and they used to remember me. But now, I only remember… like an ageless vampire who lost his friends, lovers, cities, countries to their natural deaths. I remember them, I hear their voices on the telephone, I see their faces on photographs.
(He clutches his chest, breathing heavily, contorting his torso as if in physical pain).
I feel them pushing out through my chest, reaching out of my body, ripping the very future I have yet to face! They want me to be inside them, they want me to bite into their necks, they want me to preserve them for eternity! But I can't!
(He screams, high-pitched, mocking).
My baby, my baby! Dripping blood! Dripping milk! Dripping from her breast! She must feed her baby to sleep! She must feed on her memories of what could have been! Angel, my angel!
(He stops abruptly. Normal voice).
Never mind. It’s just another phone call.
(He picks up an imaginary receiver).
Hello? Yes… who? Oh yes… I remember… How have you been? What are you up to? Really? That’s great! Oh, how lovely! Oh, nothing as exciting… you know… all the same… the same… the same. It’s been the same here for the past twenty years, dear. No one dreams here anymore. Yes, do keep in touch…
(He drops the imaginary receiver. It "falls" to the floor. Silence.)
SCENE 4: THE SELF-FLAGELLATION EXAM
(Darek stands up, brushes off his trousers. He pulls out a No. 2 pencil from his pocket. His voice becomes that of a clinical, corporate therapist—utterly devoid of emotion).

DAREK We have determined that your depression stems from self-castigation. Now what are you castigating yourself for?
(He reads from an imaginary clipboard)
A) Failure to be perfect. B) Failure to meet the expectations of others. C) Difficulty keeping up appearances about yourself. D) All of the above.
Please make your selection by filling in the corresponding oval using a No. 2 pencil. Return the completed form in the enclosed envelope. Do not staple your check.
(He looks up at the audience, smiles a terrifying, plastic smile).
If you believed you were a kangaroo, you’d be hopping around and you’d feel like a kangaroo. Now imagine what you might do without the self-flagellation! Note: the two-pronged form of empathy is a registered trademark of the "Helping sad people live happy lives" corporation.
We look forward to serving your psychological needs. Anytime. Anywhere.
SCENE 5: TEMPO RUBATO (FINALE)
(Darek goes to the piano. This time, he strikes the keys—hard, loud, a discordant, heavy chord. He begins to play a broken, frantic melody, then stops suddenly, leaving the keys hanging).

DAREK “Are you looking at me?”—asks Henry in Gombrowicz's Marriage. “I am caught in a network of glances, in a precinct of looks, and everything which I am looking at is looking at me.” I lived my life in tempo giusto—the right speed. Measured by a ticking clock, like a time bomb. Morning buses full of broken people. Holding onto bags filled with obligations. Shivering, they rummaged through garbage, looking for something they might have mistakenly thrown away. Is this it? Is this it?
(The answering machine clicks again).
VOICE (V.O.) Saved message. Received April 2nd, 1968. If you think you can escape death, think again. The clock starts ticking now. There are no more messages. Good bye.
(The metronome stops. The sound of rain gets louder).
DAREK I hear broken people. Every time a foghorn sounds. In the shrines of kitchen windows. They cry tears of anguish. I play piano in the shadows.
(He reaches out his hand, as if touching someone’s face).
My dearest, by the time you read this, I will have shed some of these burdens. I will have lived a part of my life and you will have lived a part of yours. I will have held you, tight… in my thoughts… three, maybe four seconds at a time… and then you would have dissolved into the prose of a tree. Your voice overtaken by the noise of the street.
Today, I will write down the new wrinkles I noticed on your face. I will touch up the photo before you disappear into the sepia tones of the autumn in my mind.
Tomorrow… tomorrow I will start a new life.
(He sits at the piano. He strikes one final, quiet, clear note. He holds down the sustain pedal. The note rings out, fading slowly into complete darkness.)
[BLACKOUT]
Enter your email to access commenting, receive memos, logs, dispatches, and unfiltered fragments directly from the Theater.
Member discussion